Blog o sztuce życia i życiu sztuki

Bajki

wtorek, 25 stycznia 2011

Baśń "Pozytywka", którą za chwilę przeczytacie, została napisana przez czytelniczkę tego bloga Nnyv i opublikowana dzięki jej uprzejmości.

POZYTYWKA – BAŚŃ

To była zdecydowanie największa pozytywka, jaką dotąd komukolwiek udało się skonstruować. Walcowaty, obity szkarłatnym suknem piedestał skrywał skomplikowane, tajemnicze mechanizmy, misterne łączenia kółek zębatych, sprężyn, dźwigienek, zapadek. Na cokole zaś stał naturalnych rozmiarów Wytworny Pan. Jego gładko zaczesane, złudnie realistyczne włosy zdobił czarny, pięknie lśniący, włożony na bakier cylinder; zmechanizowany korpus otulony był przez idealnie na miarę skrojony smoking, nogi spowito w spodnie sprasowane w kant oraz śnieżnobiałe getry naciągnięte na wypucowane lakierki. Całości dopełniał czarujący uśmiech udatnie odmalowany na lateksowym obliczu.

Wytworny Pan stał nieruchomo, z czerwonego podwyższenia posyłając w świat urokliwe spojrzenie podkreślonych czarnymi obwódkami, wykonanych z masy szklanej oczu. Wystarczyło jednak, że operator pozytywki zakręcił raz i drugi przytwierdzoną do ścianki piedestału solidną drewnianą korbką, by wypełniające figurę mechanizmy wprawiły ją w podporządkowany przedziwnym, uwodzicielskim melodiom ruch, skłoniły do intrygujących pantomim i nieprawdopodobnych tańców, do których Wytworny Pan zapraszał niekiedy i swoich obserwatorów. A oni następnie pełni zachwytu wypełniali dźwięczącym groszem stojącą u podstawy cokołu skrzyneczkę.

Oczywiście znalazło się wiele złych języków rozprzestrzeniających okrutne, bezpodstawne plotki, jakoby Wytworny Pan był w rzeczywistości perfekcyjnie ucharakteryzowanym i ponad podziw zręcznym aktorem. Wszyscy niedowiarkowie milkli jednak definitywnie, widząc figurę rozbieraną i czyszczoną przez – z rzadka wzywanych do drobnych prac, bowiem maszyneria funkcjonowała znakomicie – konserwatorów.

Wytworny Pan zaś, nic nie robiąc sobie z pomówień i sceptycyzmu widzów, tańczył, odgrywał jednoosobowe spektakle i powiewał do tłumów śnieżnobiałą chusteczką, uśmiechając się ze swego piedestału umieszczonego na gwarnej, kolorowej promenadzie.

Ludzie kochali Wytwornego Pana. Choć ruchy jego były w widoczny sposób mechaniczne, a wszelkie oddawane z ich pomocą uczucia bez wątpienia precyzyjnie wyreżyserowane i zaprogramowane, Wytworny Pan wciąż pozostawał – dla mężczyzn wzorem, dla kobiet – ideałem. Galanteria, z jaką chwiejnym, maszynowym gestem zdejmował w ukłonie swój piękny cylinder, całował lateksowymi ustami dłonie uperfumowanych pań czy też poprawiał już i tak doskonały kołnierzyk, nieodmiennie urzekała i – w niektórych przypadkach – spędzała sen z powiek widzów.

Mówiono, choć dotąd nie potrafimy jednoznacznie stwierdzić prawdziwości owego spostrzeżenia, że przyczyną zachwycającego realizmu, jaki cechuje Wytwornego Pana, jest specyficzna innowacja w składzie maszynerii pozytywki: mianowicie konkretna, najważniejsza ze wszystkich część, jakiś przewód, zębatka czy dysk, dość, że warunkujący prawidłowe funkcjonowanie całego mechanizmu. Innymi słowy – że Wytworny Pan po prostu ma serce.

Nietrudno było w to uwierzyć, widząc, jak prosi do tańca podziwiające jego występ damy, jak głaszcze podsuwane mu zwierzątka, jak ściska wyciągnięte ku niemu rączki dzieci czy naśladuje gesty obecnych w tłumie mężczyzn, dzielnie próbujących ukryć zachwycenie, którym cudowna pozytywka nieodmiennie ich przepełniała.

Pewnego dnia jednak czar Wytwornego Pana nie zbudził się jak zwykle do życia. Zrozpaczony animator na próżno kręcił elegancko rzeźbioną korbką. Wytworny Pan stał z głową spuszczoną, z twarzą ukrytą pod rondem cylindra, z ramionami bezwładnie zwieszonymi po bokach. Wyciągnięta z butonierki piękna koronkowa chusteczka wypadła z urękawiczonej dłoni i, niesiona wiatrem, pofrunęła gdzieś pomiędzy stoiska promenady.

Rozczarowani gapie stali przez chwilę, wpatrując się w lśniące, wypolerowane do połysku guziki smokingu Wytwornego Pana, po czym odchodzili niepocieszeni. Stojąca pod podestem skrzyneczka, aż dotąd co dzień niemal pękająca w spojeniach, tego dnia zawierała ledwie parę raczej z sentymentu niż podziwu rzuconych miedziaków.

Wezwany konserwator przez długi czas trwał zagłębiony w trzewia pozytywki, badając najintymniejsze jej mechanizmy z taką atencją, że gdyby Wytworny Pan był tego świadom (a oczywiście, z całą pewnością nie był), z zawstydzenia zarumieniłby się aż po cebulki nienagannie uczesanych nylonowych włosów.

Wreszcie mechanik wyłonił się z wnętrza maszynerii i, nie trudząc się nawet ostrożnym zapinaniem guzików koszuli, kamizelki i smokingu figury, oświadczył, że dla Wytwornego Pana nie da się już nic zrobić. ,,Serce’’ pozytywki uległo destrukcji, a przez to zacięły się, rozregulowały lub zniszczały wszystkie inne elementy, pozbawione jego kontroli i siły.

Wytworny Pan nadawał się już tylko na złomowisko.

Wzdychając ciężko, animator posłał po tragarzy, po czym sam, z przyzwyczajenia i jakiegoś niezwykłego poczucia przyzwoitości, doprowadził do porządku ubiór figury. Zauważywszy, że butonierka smokingu jest pusta, wetknął do niej własną chusteczkę, uprzednio starannie ją złożywszy.

W krótkim czasie na promenadę przybyli tragarze – dwóch rosłych, wesołych chłopców, którzy chwycili pozytywkę u obitej suknem podstawy, by następnie cisnąć ją na platformę sprowadzonego w tym celu powozu. Nie bez wysiłku unieśli konstrukcję, a była ona tak ciężka, że jeden z młodych mężczyzn zachwiał się i zatoczył, co sprawiło, że głowa figury, szarpnięta tym nagłym ruchem, odskoczyła do tyłu, że szklane oczy uniosły się ponad bruk promenady...

... że stał się cud.

Wytworny Pan zadrżał, a jego zesztywniałe dotąd ramiona niespodzianie się uniosły, co sprawiło, że zdumieni chłopcy odskoczyli od niego gwałtownie. Dłonie Wytwornego Pana zadygotały, wyciągnięte przed siebie, i zaraz potem znieruchomiały. Gdy jednak tragarze próbowali ponownie ująć cokół pozytywki, postać znów drgnęła, by natychmiast po tym przystąpić do serii gwałtownych, nerwowych w wyrazie ruchów, które zdumieni obserwatorzy dopiero po chwili odczytali jako gorączkowy - niedorzeczny sam w sobie przez fakt, że Wytworny Pan był przytwierdzony do swego piedestału – bieg.

Mechaniczne, urywane ruchy figury w osobliwy sposób pogłębiały jeszcze rozpaczliwą, przemieszaną z nadzieją i szczęściem boleść, która w tamtym momencie wszystkim świadkom tej sceny wydała się oczywista.

A Wytworny Pan biegł, biegł, biegł ile sił w ciężkich, przymocowanych do maszynerii piedestału nogach.

Bo po drugiej stronie promenady, skąpana w coraz bledszym świetle zachodzącego słońca, i drugim, z każdą chwilą silniejszym, pochodzącym od zapalanych właśnie lampionów – stała ona.

***

Stare pozytywki z duszą wciąż zachwycają i wzruszają. Żyją w swoim spowolnionym, dobrym i ciut naiwnym świecie pod dźwięki mechanicznej muzyki...


Żongler- pozytywka, 1860r


Leopold Lambert (1854-1935) - francuski producent pozytywek
Tancerka z bębnem- pozytywka, k. XIX w

23:35, george_eliot , Bajki
Link Komentarze (4) »
środa, 11 listopada 2009

Richard Emil Miller (amerykański malarz impresjonista, 1875-1943)
Akwarium dla złotej rybki/ The Gold Fish Bowl

- Oby spełniała wszystkie Twoje życzenia!- powiedział pewnego razu Troskliwy Pan do swojej żony i postawił na stół okrągłe akwarium z maleńką Złotą Rybką. Tak minęły cztery szczęśliwe lata spełnionych życzeń i nowych marzeń. Złota Rybka nawet nie musiała wysilać się, bo w wielu sprawach wyręczał ją Troskliwy Pan. A potem… potem kobieta została wdową i wszystkie jej życzenia zniknęły. Siedziała godzinami i patrzyła na tak podobne do kryształowej kuli akwarium z małą welonką. Tajemnicze okrągłe kształty wydobywały obrazy wspomnień, bardziej realne, niż otaczająca rzeczywistość, która wydawała się być złym snem. Złota Rybka niewiele rozumiała z tego wszystkiego, podpływała do szyby i patrzyła z zaciekawieniem- samotność była dla niej czymś zupełnie naturalnym.

Alexander John White (amerykański malarz symbolista, 1856-1915)
Chwila bezczynności, 1885/An Idle Moment
Olej na płótnie, 66.04 x 86.36cm
Prywatna kolekcja

Tak minęły kolejne cztery lata. Złota rybka nie musiała wysilać się, bo Osamotnionej Kobiecie wciąż nie chciało się marzyć. Pewnego dnia rybka przestała jeść. Leżała zrezygnowana na dnie swojej kryształowej kuli. Osamotniona Kobieta wszystko ZROZUMIAŁA. Wyciągnęła z akwarium nieruchome malutkie złote ciałko, położyła na dłoni, pogłaskała.

- Żegnaj, Złota Rybko. Dziękuję, że byłaś z nami, ze mną…

Po kilku dniach w akwarium znowu pływała welonka- Złota Rybka, która potrafi spełniać marzenia, jeśli tylko ją o to poprosi...

Robert Lewis Reid (amerykański malarz -impresjonista)
Kobieta w niebieskim kimono, 1911
Olej na płótnie
Prywatna kolekcja

Historia opisana w tej notce, wydarzyła się naprawdę.

14:59, george_eliot , Bajki
Link Komentarze (8) »
niedziela, 07 września 2008

Ilustracja 1

Zdanie, wyrwane z kontekstu, potrafi całkowice zmienić, zdeformować i zniekształcić pierwotny sens włożonej w niego myśli

Ilustracja 2

 

Znane powiedzenie "nie dla psa kiełbasa" po złożeniu dwóch powyższych obrazków w jedną całość nabiera całkiem innego sensu.

Folk

01:59, george_eliot , Bajki
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3
http://georgeeliot2.blox.pl/html Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...